środa, 27 lipca 2011

1.

właśnie siedzę na balkonie i odpalam papierosa. milion myśli w głowie, tak dużo nasuwa się na usta, ale nie. nic głośno nie powiem, bo zawsze kończy się to źle. zaciągam się. o matko, jak dobrze. drugi, trzeci. wciąż myślę. wiem co mi dolega. wiem na pewno. samotność. potrzebuję przy sobie drugiej osoby, która mnie zapragnie, będzie odgarniała włosy z twarzy na wietrze, złapie za rękę, przytuli zawsze wtedy, kiedy będę tego potrzebowała, nie mówiąc mu o tym. czwarty, piąty i szósty buch. pocałuje, będzie kochał i troszczył się, będzie robił mi herbatę i oglądał ze mną filmy, będzie rozmawiał ze mną na każdy temat.




'wargi mnie bolą z niepocałowania,
zresztą nie tylko wargi,
bolą oczy z niepatrzenia,
i dłonie, i opuszki palców bolą też.
siedem przeklętych dni, co tydzień.'

ale czas wrócić na ziemię. świat jest okropny i rządzi się swoimi posranymi zasadami. zostajesz przekreślony gdy odchodzisz od kanonów. więc przegrałam. bo nie mam 175, nie mam dużych piersi, zgrabnego tyłka i nie warze 50 kg. ważę dużo więcej, ale wiecie co? czuje się cholernie dobrze. bo chce udowodnić światu, że potrafię, że dam radę, że o ja wygram, ze to ja będę ciebie mieć.



'Poczołgałam się z powrotem do łóżka i naciągnęłam prześcieradło na głowę. Ponieważ jednak przepuszczało światło, wtuliłam twarz w poduszkę, żeby stworzyć złudzenie, że jest noc. Zastanawiałam się nad tym, czy nie należałoby może wstać, ale nie mogłam znaleźć żadnego powodu. Nic na mnie nie czekało.'


oh. i marzy mi się wyjazd gdziekolwiek. najlepiej nad morze, nasze, polskie, z grupką przyjaciół, z ogniskiem na plaży, z ogromną ilością alkoholu. proszę, proszę, proszę.


na dziś:
kliku klik.